Ile jest warte drzewo? O zieleni w czasach zmiany klimatu

Ile jest warte drzewo? O zieleni w czasach zmiany klimatu

Bywają latem takie dni, kiedy asfalt na szkolnym boisku parzy przez podeszwy, a wieczorem wciąż jest za gorąco, żeby zasnąć. Takich dni jest w Polsce coraz więcej.

Co się dzieje z klimatem?

Pojedyncze lata bywają cieplejsze albo chłodniejsze, ale gdy spojrzymy na całe dziesięciolecia, obraz jest jednoznaczny: dni upalnych – takich z temperaturą co najmniej 30 stopni – było w latach 2015–2024 więcej niż w którejkolwiek wcześniejszej dekadzie, odkąd w latach 60. zaczęto prowadzić porównywalne pomiary. We Wrocławiu naliczono ich w tym czasie ponad dwieście, czyli średnio około dwudziestu rocznie.

Spalając węgiel, ropę i gaz, wypuszczamy do powietrza dwutlenek węgla – gaz, który zatrzymuje część ciepła uciekającego z Ziemi w kosmos. Dlatego robi się coraz cieplej: fale upałów przychodzą częściej, trwają dłużej i są silniejsze niż kiedyś. Najbardziej cierpią z ich powodu osoby starsze i chore, bo ich organizmom trudniej jest się schłodzić.

Ciepło zmienia też obieg wody. Im wyższa temperatura, tym szybciej wysychają gleba, rzeki i jeziora. Skutek? W wielu miejscach susze zdarzają się częściej, a jednocześnie rośnie ryzyko bardzo gwałtownych opadów. Brzmi to jak sprzeczność, ale nią nie jest. Cieplejsze powietrze może zawierać więcej pary wodnej, dlatego gdy dochodzi do silnej burzy, deszcz może być wyjątkowo intensywny. Jeśli w kilkanaście minut spadnie bardzo dużo wody, zalewa ona ulice i piwnice. To powódź błyskawiczna – szczególnie groźna tam, gdzie jest dużo betonu, bo w niego woda nie wsiąka tak jak w trawnik czy leśną glebę.

W upalne dni pogarsza się też jakość powietrza. Ze spalin i innych zanieczyszczeń może wówczas powstać tuż nad ziemią ozon – gaz, który drapie w gardle i utrudnia oddychanie. Im mniej zanieczyszczeń i im chłodniej, tym mniej go powstaje. Do tego im goręcej i bardziej sucho, tym łatwiej o pożary lasów i traw. Dym z nich niesie szkodliwy dla zdrowia pył zawieszony, który wiatr potrafi przenosić na odległość setek kilometrów – wdychają go więc także ludzie mieszkający daleko od ognia.

Dłuższe upały, gwałtowniejsze ulewy i częstsze susze to właśnie oblicza zmiany klimatu. Zmiany tej nie da się cofnąć z dnia na dzień, dlatego miejsca, w których mieszkamy, musimy do niej odpowiednio przygotować. Nazywa się to adaptacją, a jednym z jej najstarszych i najtańszych narzędzi jest zieleń: drzewa, krzewy, łąki i trawniki, które chłodzą otoczenie, zatrzymują wodę i pomagają oczyszczać powietrze. Dalej opowiemy przede wszystkim o drzewach, bo ich pracę zbadano najdokładniej — podobną rolę odgrywa jednak także pozostała roślinność.

Co zieleń robi dla nas

Korzyści, które ludzie czerpią z przyrody, nazywamy usługami ekosystemowymi. Naukowcy wymyślili tę nazwę, aby pokazać, że przyroda wykonuje dla nas pracę, którą w przeciwnym razie musielibyśmy wykonać sami – i za którą musielibyśmy zapłacić.

Weźmy chłodzenie. W upalny dzień pod koroną drzewa jest o wiele przyjemniej niż na rozgrzanym chodniku. Drzewo zasłania słońce, a przez liście oddaje wodę, która parując, odbiera ciepło – trochę tak, jak nasze ciało chłodzi się dzięki poceniu. Łatwo to sprawdzić: wystarczy w słoneczny dzień położyć jeden termometr na boisku, a drugi w cieniu pod drzewem i po kwadransie porównać wskazania.

W czasie upału dokucza nam zresztą nie tylko gorące powietrze, ale i ciepło buchające z rozgrzanych powierzchni. Tablice przy drogach pokazują, że czarny asfalt może mieć ponad 50 stopni, gdy temperatura powietrza wynosi „tylko” 30. Nawierzchnia zacieniona przez drzewo tak się nie nagrzewa. Usługą ekosystemową jest korzyść, którą ten chłód przynosi ludziom: lepiej się czujemy i łatwiej nam się uczyć, a w domach otoczonych drzewami zużywamy mniej prądu na klimatyzację.

Podobnie jest z radzeniem sobie ze skutkami gwałtownych opadów. Liście i gałęzie zatrzymują część deszczu, a korzenie spulchniają glebę, dzięki czemu woda w nią wsiąka, zamiast szybko spływać po betonie. Po ulewie rzadziej zalewa więc ulice i piwnice, a to oznacza mniej zniszczeń.

Analogicznie wygląda sytuacja z oczyszczaniem powietrza przez drzewa. Część pyłu osiada na ich liściach, zamiast pozostać w powietrzu. Dzięki temu drzewa mogą zmniejszać nasz kontakt z niektórymi zanieczyszczeniami, chroniąc nasze zdrowie.

To jednak nie wszystko. Drzewa nie tylko pomagają nam przystosować się do zmiany klimatu – one ją także hamują. Rosnąc, pobierają z powietrza dwutlenek węgla i zawarty w nim węgiel magazynują w drewnie przez wiele lat.

Roślinność poprawia wreszcie codzienne życie. Ulica z drzewami może być przyjemniejsza i cichsza, a ludzie mieszkający wśród zieleni mogą czerpać z niej korzyści dla zdrowia i samopoczucia. Jest ona też domem dla wielu innych gatunków: w koronach gniazdują ptaki, kwiaty dostarczają pokarmu pszczołom oraz motylom, a dziuple starych drzew dają schronienie owadom i nietoperzom. To właśnie jest różnorodność biologiczna – bogactwo gatunków żyjących tuż obok nas.

Ile to jest warte

Zwykle o wartości czegoś mówi nam cena – jagodzianka i rower ją mają, bo ktoś je sprzedaje. Przyrodzie jednak nie płacimy: nikt nie wystawia nam rachunku za cień w upalny dzień ani za deszcz, który wsiąkł w trawnik, zamiast zalać naszą piwnicę. Skoro nikt tych korzyści nie sprzedaje, nie mają one ceny. Łatwo wtedy pomyśleć, że coś, za co nie płacimy, jest nic niewarte. A to nieprawda.

Tym zajmują się ekonomiści środowiska – liczą, ile warte jest to, co nie ma swojej ceny, czyli przyroda i dostarczane przez nią usługi ekosystemowe. Jak to robią? Szukają sytuacji i miejsc, w których korzyści z obecności drzew mimo wszystko pozostawiają ślad w naszych wydatkach i oszczędnościach.

Niższej temperatury nie da się kupić, ale można sprawdzić, o ile mniejsze rachunki za prąd płacą ludzie w domach zacienionych przez drzewa. Albo o ile mniej – dzięki drzewom – wydajemy na leczenie astmy i innych chorób wywołanych złą jakością powietrza. Albo też o ile mniejsze są szkody po powodziach błyskawicznych tam, gdzie deszcz ma gdzie wsiąkać. I wreszcie można policzyć, jak obecność drzew lub parku w otoczeniu domu wpływa na jego wartość na rynku nieruchomości.

Ekonomiści z Uniwersytetu Warszawskiego policzyli w ten sposób, ile warta jest praca drzew rosnących w parkach i na skwerach wybranych polskich miejscowości. Okazało się, że jedno duże drzewo może w ciągu dekady z łatwością przynieść mieszkańcom korzyści warte 15–20 tysięcy złotych. Na przykład stary klon pospolity – pomnik przyrody przy ulicy Norwida w Miasteczku Śląskim – ma w drewnie zmagazynowane ponad cztery tony węgla. Co roku wyłapuje z powietrza półtora kilograma zanieczyszczeń i ogranicza spływ około dwóch tysięcy litrów wody, a przy tym chłodzi okolicę i podnosi wartość pobliskich mieszkań. Korzyści te wyceniono na co najmniej 17 tysięcy złotych.

Im więcej drzew, tym zazwyczaj większa łączna wartość tych korzyści. Kilkadziesiąt drzew na skwerze im. Lecha Kaczyńskiego w Szczytnie przyniesie w ciągu dekady korzyści warte co najmniej 195 tysięcy złotych, a kilkaset drzew w parku przy ulicy Curie-Skłodowskiej w tym samym mieście – aż 2,7 miliona złotych.

Podobną pracę wykonuje drzewo rosnące pod twoim oknem albo przy szkolnym boisku. Największe i najstarsze drzewa z reguły przynoszą szczególnie dużo korzyści, bo ich rozbudowane korony zapewniają dużo cienia, zatrzymują więcej wody i magazynują więcej węgla. Dlatego warto dbać o te, które już rosną – i sadzić nowe. Stary klon z Miasteczka Śląskiego też był kiedyś cienką sadzonką. A gdyby tak zazielenić otoczenie własnej szkoły? Nawet mały ogródek z kilkoma drzewami owocowymi daje sporo: wiosną ich kwiaty karmią pszczoły, latem korony dają cień podczas przerw, jesienią pojawiają się owoce, a przez cały rok jest to pracownia przyrody pod chmurką. Drzewo posadzone dziś, może właśnie przez ciebie, będzie chłodzić i chronić ludzi przez dziesięciolecia.

Udostępnij post